Ilse Kleberger "Rozmowy nocą" (1982) - literatura dziecięca/młodzieżowa, powieść.
Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 176 stron.
Ilse Kleberger jest niemiecką pisarką, która z wykształcenia jest lekarzem. Przez wiele lat łączyła medycynę z pisarstwem, jednak po pewnym czasie zrezygnowała z funkcji lekarza na rzecz książek. Jej twórczość obejmuje powieści dla dzieci i młodzieży. Książki Kleberger cieszą się dużą popularnością, jednak dopiero teraz miałam okazję spotkać się z twórczością tej pisarki.
"Rozmowy nocą" mimo tego, iż zostały wydane prawie 30 lat temu, w dzisiejszych czasach nie wydają się przestarzałe czy niemodne. Problemem głównego bohatera, 17-letniego Beniamina, jest alkoholizm. Chłopak nie jest w stanie poradzić sobie z tym problemem. Z czasem robi się coraz agresywniejszy i w akcie desperacji dzwoni do Telefonu Zaufania. Tak poznaje dziewczynę, z którą prowadzone rozmowy zmienią jego życie.
"Rozmowy nocą" interesują już od pierwszego zdania, choć bywały i takie chwile, gdy przerażona byłam zachowaniem głównego bohatera.
Możemy również obserwować, jak rozmowy z dziewczyną z Telefonu Zaufania wpływają na Beniamina. Powieść niesie ze sobą pewne przesłania i wskazówki, które wcale nie są pompatyczne. Dzięki temu naprawdę przyjemnie czytało się "Rozmowy nocą".
Książka nie ma ograniczeń wiekowych, więc sądzę, że każdemu powinna się spodobać.
Ocena: 4/6
Cześć
Z przyczyn osobistych zawieszam bloga. Nie wiem kiedy wrócę. O ile kiedykolwiek do tego dojdzie. Na pewno nie zrezygnuję z podczytywania Waszych blogów.
Ten rok był naprawdę fantastyczny. Poznałam dzięki Wam masę różnych pisarzy, sięgnęłam po książki, które wcześniej nie wydawały mi się interesujące...
Ciężko mi było podjąć tę decyzję, ale nie zawsze robi się w życiu tylko to, na co ma się ochotę.
Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za te 12 miesięcy.
Penny Lane.
14 kwietnia 2011
13 kwietnia 2011
"Detektyw Monk jedzie do Niemiec" L. Goldberg
Lee Goldberg "Detektyw Monk jedzie do Niemiec" (2009) - powieść kryminalna.
Wydawnictwo Rebis, 334 strony.
Powieść ta jest moim drugim książkowym spotkaniem z detektywem Monkiem i jego przyjaciółmi. Poprzednią lekturę oceniłam na -5. Ta książka ma notę niższą i troszkę mnie zawiodła. Zanim jednak przejdę do tego, co mi się nie spodobało, kilka słów o fabule.
Psychoterapeuta Adriana Monk wyjeżdża na konferencję do Niemiec. Spanikowany detektyw nie radzi sobie bez wizyt o swojego lekarza. Zdesperowany postanawia udać się za doktorem Krogerem do Europy, aby tam kontynuować leczenie. Mimo kilku przeciwności losu udaje się mu i jego asystentce dotrzeć do Niemiec. Tam Monk staje do walki ze swoimi fobiami i zajmuje się sprawą morderstwa pewnego dziennikarza. Wszystko to dzieje się na tle powracających z przeszłości faktów dotyczących śmierci małżonki Monka.
O ile dotychczas żadna z fobii czy dziwactw Monka specjalnie mnie nie szokowała, to teraz zabrakło mi trochę tej cierpliwości... Miało być śmiesznie, a ja zgrzytałam zębami ze złości przez Adriana Monka. Doszłam do wniosku, że za bardzo się z nim cackają i detektyw zaczął w swym zachowaniu po prostu "przeginać pałę". Za niektóre jego teksty i postępowania w normalnym życiu dostałby łomot od osoby, o której w taki sposób by się wypowiadał. Pierwszy raz jego zachowanie autentycznie mnie irytowało.
Pomijając już zachowanie głównego bohatera, skupię się na pozostałych elementach. Zacznę od zagadki. Nie była ona trudna, jej rozwiązanie nie było zaskakujące. Tym razem Autor się nie popisał. Kolejną rzeczą, o której chcę napisać jest przedstawienie niektórych postaci, które było zupełnie inne niż w serialu. Tam pewną postać kreowano na ciepłego, cierpliwego i wyrozumiałego człowieka, a tutaj mamy gbura, choleryka i zniecierpliwioną postać. Było to bardzo dziwne i zastanawiam się, czy moje odczucia nie wynikają z niepełnej znajomości serialu...
"Detektyw Monk jedzie do Niemiec" oceniam niżej, niż poprzednią powieść o genialnym detektywie. Adrian tym razem wywoływał we mnie negatywne emocje. Mam nadzieję, że następna powieść mnie nie zawiedzie.
Ocena: -4/6
Wydawnictwo Rebis, 334 strony.
Powieść ta jest moim drugim książkowym spotkaniem z detektywem Monkiem i jego przyjaciółmi. Poprzednią lekturę oceniłam na -5. Ta książka ma notę niższą i troszkę mnie zawiodła. Zanim jednak przejdę do tego, co mi się nie spodobało, kilka słów o fabule.
Psychoterapeuta Adriana Monk wyjeżdża na konferencję do Niemiec. Spanikowany detektyw nie radzi sobie bez wizyt o swojego lekarza. Zdesperowany postanawia udać się za doktorem Krogerem do Europy, aby tam kontynuować leczenie. Mimo kilku przeciwności losu udaje się mu i jego asystentce dotrzeć do Niemiec. Tam Monk staje do walki ze swoimi fobiami i zajmuje się sprawą morderstwa pewnego dziennikarza. Wszystko to dzieje się na tle powracających z przeszłości faktów dotyczących śmierci małżonki Monka.
O ile dotychczas żadna z fobii czy dziwactw Monka specjalnie mnie nie szokowała, to teraz zabrakło mi trochę tej cierpliwości... Miało być śmiesznie, a ja zgrzytałam zębami ze złości przez Adriana Monka. Doszłam do wniosku, że za bardzo się z nim cackają i detektyw zaczął w swym zachowaniu po prostu "przeginać pałę". Za niektóre jego teksty i postępowania w normalnym życiu dostałby łomot od osoby, o której w taki sposób by się wypowiadał. Pierwszy raz jego zachowanie autentycznie mnie irytowało.
Pomijając już zachowanie głównego bohatera, skupię się na pozostałych elementach. Zacznę od zagadki. Nie była ona trudna, jej rozwiązanie nie było zaskakujące. Tym razem Autor się nie popisał. Kolejną rzeczą, o której chcę napisać jest przedstawienie niektórych postaci, które było zupełnie inne niż w serialu. Tam pewną postać kreowano na ciepłego, cierpliwego i wyrozumiałego człowieka, a tutaj mamy gbura, choleryka i zniecierpliwioną postać. Było to bardzo dziwne i zastanawiam się, czy moje odczucia nie wynikają z niepełnej znajomości serialu...
"Detektyw Monk jedzie do Niemiec" oceniam niżej, niż poprzednią powieść o genialnym detektywie. Adrian tym razem wywoływał we mnie negatywne emocje. Mam nadzieję, że następna powieść mnie nie zawiedzie.
Ocena: -4/6
Etykiety:
4/6,
Detektyw Monk,
Lee Goldberg,
literatura amerykańska,
powieść,
Rebis
10 kwietnia 2011
"Wichrowe wzgórza" E. Brontë
Emily Brontë "Wichrowe Wzgórza" (1847) - powieść klasyczna.
Wydawnictwo Oxford Educational, 335 stron.
Powieść "Wichrowe Wzgórza" z samej nazwy była mi od dawna znana (m.in. w utworze Kate Bush Wuthering Heights). W związku z tym miałam względem niej ogromne wymagania. Z wielką trwogą zastanawiałam się, czy nie przesadziłam z tymi wymogami. Przeczytanie powieści przez cały czas odkładałam, bojąc się rozczarowania. Przedwczoraj powiedziałam sobie "Stop!" i sięgnęłam po jedyną powieść Emily Brontë. Muszę napisać, iż przez cały czas zastanawiałam się, czy to ta chwila, ten moment... Ale jak nie teraz, to kiedy? Otworzyłam książkę na pierwszej stronie i zaczęłam czytać...
Powieść koncentruje się na miłości tajemniczego i brutalnego Heathcliffa oraz zadziornej i uroczej Katarzyny. Tytułowe Wichrowe Wzgórza to posiadłość rodziny Earnshaw, do której należy główna bohaterka. Z powodów ciężkiego charakterów kochanków i przeciwności losu nie mogą ze sobą być. Koleje losu rozdzielają ich, jednak ich miłość nie wygasa. Miłość, która jest pełna namiętności oraz pasji, niemożliwa do przerwania.
Muszę przyznać, iż dopiero po przeczytaniu i przetrawieniu doceniam wartość i geniusz tej książki. A przecież spodziewałam się czegoś zupełnie innego! Wszak "Wichrowe Wzgórza" dalekie są od słodyczy i całusów. Fabuła jest mroczna, czasem szalenie przykra, brutalna i niesprawiedliwa. Postacie niejednokrotnie wzbudzały we mnie wściekłość czy oburzenie. Książka porywa. Nie dziwię się, że weszła na stałe do kanonu klasyki. Jest warta przeczytania. Po prostu.
Ocena: -6/6
* * *
A jako bonus do posta - piosenka Kate Bush inspirowana "Wichrowymi Wzgórzami". Tak naprawdę dopiero teraz, po przeczytaniu książki, rozumiem sens tego utworu. Jest genialny.
Czas teraz obejrzeć ekranizację...
Etykiety:
6/6,
Emily Brontë,
klasyka,
literatura angielska,
Oxford Educational,
powieść
8 kwietnia 2011
"Klucz do Rebeki" K. Follett
Ken Follett "Klucz do Rebeki" (1980) - powieść sensacyjno-szpiegowska.
Wydawnictwo Amber, 286 stron.
Obawiałam się trochę tej książki. Opis wydawał mi się odpychający. Poza tym nie przepadam do końca za wątkami szpiegowskimi czy wojennymi. Fabuła wydawała mi się ciężka i nie do strawienia. A jednak książka mnie bardzo pozytywnie zaskoczyła, choć mam kilka zastrzeżeń.
Akcja dzieje się w zajętym przez Anglików Egipcie w trakcie II wojny światowej. Alex Wolff, który jest niemieckim szpiegiem, ma za zadanie przekazywanie tajnych informacji dotyczących brytyjskiego wojska swym przełożonym w Berlinie. Niestety przypadkiem rząd angielski dowiaduje się o jego obecności w Kairze. Tamtejsze władze ustalają sobie za cel schwytanie Wolffa. Niestety jednak nikt nie wie, jak on wygląda, ani gdzie aktualnie przebywa. Z czasem zaczyna dochodzić do morderstw i kradzieży. Brytyjczycy, jeżeli nie chcą stracić twarzy, muszą odnaleźć Niemca. To zadanie przypada brytyjskiemu majorowi, Williamowi Vandamowi. Wojska niemieckie zbliżają się do Kairu, a Brytyjczycy bezskutecznie próbują złapać Wolffa. Pozbawiony nadziei na wygraną Vandam nawiązuje współpracę z egipską Żydówką, Eleną. Dziewczyna ma za zadanie nawiązać przyjacielskie stosunki z wrogiem. Jest ostatnią deską ratunku Anglików. Czy uda jej się ocalić Anglików od przegranej...?
Powieść czyta się bardzo szybko i miło. Fabuła mimo wątku wojennego i intryg nie jest skomplikowana. Bywało jednak wiele momentów, kiedy "Klucz do Rebeki" przypominał mi historie Jamesa Bonda (dużo szumu, "efektów specjalnych" i banalna fabuła). Niejednokrotnie wywoływał na mojej twarzy uśmiech, jednak nie można mu odmówić wciągającej fabuły.
"Klucz do Rebeki" jest świetną lekturą na wolne popołudnie. Nie wymaga szczególnego zainteresowania i można się przy niej zrelaksować. Nie jest to jednak typowa literatura wojenna (przynajmniej odnoszę takie wrażenie).
Ocena: 4/6
Wydawnictwo Amber, 286 stron.
Obawiałam się trochę tej książki. Opis wydawał mi się odpychający. Poza tym nie przepadam do końca za wątkami szpiegowskimi czy wojennymi. Fabuła wydawała mi się ciężka i nie do strawienia. A jednak książka mnie bardzo pozytywnie zaskoczyła, choć mam kilka zastrzeżeń.
Akcja dzieje się w zajętym przez Anglików Egipcie w trakcie II wojny światowej. Alex Wolff, który jest niemieckim szpiegiem, ma za zadanie przekazywanie tajnych informacji dotyczących brytyjskiego wojska swym przełożonym w Berlinie. Niestety przypadkiem rząd angielski dowiaduje się o jego obecności w Kairze. Tamtejsze władze ustalają sobie za cel schwytanie Wolffa. Niestety jednak nikt nie wie, jak on wygląda, ani gdzie aktualnie przebywa. Z czasem zaczyna dochodzić do morderstw i kradzieży. Brytyjczycy, jeżeli nie chcą stracić twarzy, muszą odnaleźć Niemca. To zadanie przypada brytyjskiemu majorowi, Williamowi Vandamowi. Wojska niemieckie zbliżają się do Kairu, a Brytyjczycy bezskutecznie próbują złapać Wolffa. Pozbawiony nadziei na wygraną Vandam nawiązuje współpracę z egipską Żydówką, Eleną. Dziewczyna ma za zadanie nawiązać przyjacielskie stosunki z wrogiem. Jest ostatnią deską ratunku Anglików. Czy uda jej się ocalić Anglików od przegranej...?
Powieść czyta się bardzo szybko i miło. Fabuła mimo wątku wojennego i intryg nie jest skomplikowana. Bywało jednak wiele momentów, kiedy "Klucz do Rebeki" przypominał mi historie Jamesa Bonda (dużo szumu, "efektów specjalnych" i banalna fabuła). Niejednokrotnie wywoływał na mojej twarzy uśmiech, jednak nie można mu odmówić wciągającej fabuły.
"Klucz do Rebeki" jest świetną lekturą na wolne popołudnie. Nie wymaga szczególnego zainteresowania i można się przy niej zrelaksować. Nie jest to jednak typowa literatura wojenna (przynajmniej odnoszę takie wrażenie).
Ocena: 4/6
3 kwietnia 2011
"Maska" D. Koontz
Dean Koontz "Maska" (1981) - horror/thriller, powieść.
Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 193 strony.
"Maska" jest trzecią powieścią autorstwa Koontza, jaką miałam okazję przeczytać. Dwie poprzednie nie przypadły mi do gustu: irytowały mnie schematycznością, przewidywalnością i niejednokrotnie wywierały uśmiech politowania.
"Maska" jest lepsza, co wcale nie znaczy, że mnie zachwyciła...
Głównymi bohaterami książki jest młode małżeństwo. On (Paul) jest pisarzem i nauczycielem akademickim. Ona (Carol) jest cenionym psychiatrą dziecięcym. Wiodą radosne i dostanie życie, jednak do pełni szczęścia brakuje im dziecka. Ze względu na bezpłodność Carol decydują się na adopcję. Pewnego dnia kobieta potrąca samochodem nastolatkę. Dziewczyna nie odnosi poważnych obrażeń, jednak nie jest sobie w stanie niczego przypomnieć. Carol w poczuciu winy podejmuje się hipnozy, aby pomóc nastolatce odzyskać pamięć. W trakcie seansu wychodzą na jaw przerażające fakty, które zmienią dotychczasowe życie kobiety.
Fabuła jest bardzo wciągająca i... przewidywalna. Niestety. Czyta się miło, szybko, fajnie i to właściwie wszystko co dobre, co mogę napisać o tej książce. Schematyczność momentami raziła po oczach (po raz kolejny na początku powieści bohater ma strasznie przeczucia! och!) i trochę irytowała (główna bohaterka jak wycięta z magazynu modelka z nieskończonymi tytułami naukowymi).
Dzięki "Masce" zwróciłam uwagę na coś, z czego nie zdawałam sobie sprawy w poprzednich książkach Autora. Otóż coś nie pozwala mi poważnie traktować jego książek. Częściej wywołują u mnie uśmiech politowania niż grozę. Wydaje mi się, że to przez schematyczność i triki rodem z amerykańskich filmów niskobudżetowych.
Jednak nie poddaję się (bo mimo wszystko było trochę lepiej, a to już sukces!) i sięgnę po jeszcze jedną książkę Koontza.
Ocena: 4/6
Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 193 strony.
"Maska" jest trzecią powieścią autorstwa Koontza, jaką miałam okazję przeczytać. Dwie poprzednie nie przypadły mi do gustu: irytowały mnie schematycznością, przewidywalnością i niejednokrotnie wywierały uśmiech politowania.
"Maska" jest lepsza, co wcale nie znaczy, że mnie zachwyciła...
Głównymi bohaterami książki jest młode małżeństwo. On (Paul) jest pisarzem i nauczycielem akademickim. Ona (Carol) jest cenionym psychiatrą dziecięcym. Wiodą radosne i dostanie życie, jednak do pełni szczęścia brakuje im dziecka. Ze względu na bezpłodność Carol decydują się na adopcję. Pewnego dnia kobieta potrąca samochodem nastolatkę. Dziewczyna nie odnosi poważnych obrażeń, jednak nie jest sobie w stanie niczego przypomnieć. Carol w poczuciu winy podejmuje się hipnozy, aby pomóc nastolatce odzyskać pamięć. W trakcie seansu wychodzą na jaw przerażające fakty, które zmienią dotychczasowe życie kobiety.
Fabuła jest bardzo wciągająca i... przewidywalna. Niestety. Czyta się miło, szybko, fajnie i to właściwie wszystko co dobre, co mogę napisać o tej książce. Schematyczność momentami raziła po oczach (po raz kolejny na początku powieści bohater ma strasznie przeczucia! och!) i trochę irytowała (główna bohaterka jak wycięta z magazynu modelka z nieskończonymi tytułami naukowymi).
Dzięki "Masce" zwróciłam uwagę na coś, z czego nie zdawałam sobie sprawy w poprzednich książkach Autora. Otóż coś nie pozwala mi poważnie traktować jego książek. Częściej wywołują u mnie uśmiech politowania niż grozę. Wydaje mi się, że to przez schematyczność i triki rodem z amerykańskich filmów niskobudżetowych.
Jednak nie poddaję się (bo mimo wszystko było trochę lepiej, a to już sukces!) i sięgnę po jeszcze jedną książkę Koontza.
Ocena: 4/6
Etykiety:
4/6,
Dean Koontz,
horror,
literatura amerykańska,
powieść,
Prószyński i S-ka,
thriller
1 kwietnia 2011
"Czas Abrahama" K. Siesicka
Krystyna Siesicka "Czas Abrahama" (1967) - literatura dziecięca/młodzieżowa, powieść.
Wydawnictwo Akapit Press, 160 stron.
Początkowo główny wątek książki wydaje się niezwykle banalny: dwie dziewczyny nieświadomie walczące o zainteresowanie pewnego chłopaka.
Co dziwniejsze, żadna z tych nastolatek nie wzbudziła w sobie na tyle mojej sympatii, by jej kibicować. W każdej znalazłam coś co mnie irytowało i coś, co mnie zachwycało. A to przecież bardzo życiowe. Wszak nie ma czarnych czy białych postaci (a mam wrażenie, że niektórzy pisarze o tym czasem zapominają...). Co do zakończenie początkowo mnie trochę zasmuciło i zawiodło, ale zdałam sobie sprawę, że tak to już przecież w życiu bywa...
Jednak gdy do głównego tematu dodamy sporo wątków pobocznych: problemy finansowe, szkolne, rodzinne itd., wciągający sposób pisania i realność opisów, otrzymujemy wtedy wspaniałą powieść, która spodoba się nie tylko nastolatkom. Książka porusza również bardzo ważne wartości, takie jak miłość, uczciwość czy zaufanie. Przez te wszystkie zalety mamy godną uwagi powieść, od której ciężko się oderwać.
Jestem nią naprawdę pozytywnie zaskoczona i w najbliższej przyszłości na pewno jeszcze sięgnę po jakąś powieść Krystyny Siesickiej.
Ocena: 5/6
Wydawnictwo Akapit Press, 160 stron.
Początkowo główny wątek książki wydaje się niezwykle banalny: dwie dziewczyny nieświadomie walczące o zainteresowanie pewnego chłopaka.
Co dziwniejsze, żadna z tych nastolatek nie wzbudziła w sobie na tyle mojej sympatii, by jej kibicować. W każdej znalazłam coś co mnie irytowało i coś, co mnie zachwycało. A to przecież bardzo życiowe. Wszak nie ma czarnych czy białych postaci (a mam wrażenie, że niektórzy pisarze o tym czasem zapominają...). Co do zakończenie początkowo mnie trochę zasmuciło i zawiodło, ale zdałam sobie sprawę, że tak to już przecież w życiu bywa...
Jednak gdy do głównego tematu dodamy sporo wątków pobocznych: problemy finansowe, szkolne, rodzinne itd., wciągający sposób pisania i realność opisów, otrzymujemy wtedy wspaniałą powieść, która spodoba się nie tylko nastolatkom. Książka porusza również bardzo ważne wartości, takie jak miłość, uczciwość czy zaufanie. Przez te wszystkie zalety mamy godną uwagi powieść, od której ciężko się oderwać.
Jestem nią naprawdę pozytywnie zaskoczona i w najbliższej przyszłości na pewno jeszcze sięgnę po jakąś powieść Krystyny Siesickiej.
Ocena: 5/6
Wyniki z marcowej ankiety
Wyniki z ostatniej ankiety są następujące
Książką, która otrzymała najwięcej głosów i co za tym idzie - została książką lutego - jest "Sprzedawca broni" Hugh Laurie.
Odwiedzających zapraszam do zagłosowania w nowej ankiecie :-)
31 marca 2011
"Cztery pory roku: Skazani na Shawshank" S. King
Stephen King "Skazani na Shawshank" (ze zbioru "Cztery pory roku") (1982) - nowela.
Wydawnictwo Albatros, 94 strony.
Nowela "Skazani na Shawshank" rozpoczyna zbiór zatytułowany "Cztery pory roku".
Głównym bohaterem (a zarazem narratorem) jest Rudy. Opowiada on historię swojego kolegi-współwięźnia Andy'ego, który został niesłusznie oskarżony o zamordowanie małżonki oraz jej kochanka i skazany na dożywocie. Tytułowe Shawshank jest więzieniem pełnym przemocy, brutalności i gwałtu. Jego strażnicy są sadystami, a dyrektor hipokrytą. Jednak pewne nagłe wydarzenie odmienia los wielu pracowników i więźniów...
Nowela niesie ze sobą też pewne przesłanie, które może się Wam wydać patetyczne, nudne i zużyte do granic możliwości, jednak w "Skazani na Shawshank" naprawdę przemówiło do mnie i sądzę, że ma ogromnie znaczenie... Otóż nigdy nie wolno się poddawać. Nigdy. Nie można tracić nadziei nawet w najbardziej beznadziejnej sytuacji. Przecież nadzieja daje siłę przetrwania, dodaje nam skrzydeł i podtrzymuje na duchu. Jeżeli tracimy nadzieję, to tak naprawdę możemy już się przygotować na przegraną.
Jednak mimo tych wszystkich banalności nowela nie irytuje ani nie wzbudza uśmiechu politowania. Wciąga od pierwszych zdań i trzyma w napięciu aż do ostatniego słowa.
"Skazani na Shawshank" chyba najbardziej przypadło mi do gustu z wszystkich czterech nowelek. Zdobyło sobie moją sympatię niezwykłą realnością opisów, które nie były jednak wcale rozległe. Nie dziwię się, że nowela i jej ekranizacja przyniosła Kingowi taką sławę.
Ocena: +5/6
W związku z tym, iż "Cztery pory roku" (a dokładniej: "Zdolnego ucznia") zaczęłam czytać w zeszłe wakacje, "Skazani na Shawshank" było ostatnim opowiadaniem do przeczytania. Zbiorek jest naprawdę wspaniały i gorąco go polecam.
Etykiety:
5/6,
Albatros,
literatura amerykańska,
Stephen King,
zbiór opowiadań
30 marca 2011
Stosik marcowy
To już mój drugi stos w tym roku.
Niektórych książek nie planowałam kupować, jednak stwierdziłam, iż nie skorzystanie z okazji byłoby trochę nierozsądne (ach, ta Biedronka ;-)).
A zatem, od góry:
1. Leila Aboulela Tłumaczka
2. Francis Scott Fitzgerald Wielki Gatsby
3. Anna Gavalda Po prostu razem
4. John Grisham Wezwanie
5. John Grisham Ława przysięgłych
Wszystkie powyższe książki pochodzą z Biedronki.
6. Marc Levy A jeśli to prawda...
7. Emily Bronte Wichrowe wzgórza - postanowiłam nadrobić moje "klasyczne" zaległości i rozpocząć od Emily Bronte. Tyle słyszałam o Wichrowych wzgórzach, że aż wstyd się przyznać, że nie czytałam tej powieści. Nie mogę się doczekać przeczytania tej książki.
Obydwie lektury kupione poprzez Allegro.
8. Joanne Kathleen Rowling Harry Potter i Insygnia Śmierci
9. Peter Green Aleksander Wielki
10. Marc Roche Elżbieta II...
...czyli początek serii "Wielkie Biografie" wydawnictwa PWN. Nie zamówiłam póki co prenumeraty, ale na kilka części na pewno się skuszę.
11. Frederick Forsyth Fałszerz - obawiam się trochę tej książki, bo opis nie brzmi zachęcająco.
Kupione w kiosku/księgarni.
29 marca 2011
"Śmierć frajerom" M. Puzo
Mario Puzo "Śmierć frajerom"* (1978) - literatura współczesna zagraniczna, powieść.
Wydawnictwo Dolnośląskie, 569 stron.
* - Książka jest też znana pod tytułem "Głupcy umierają".
"Śmierć frajerom" jest moim pierwszym spotkaniem z Mario Puzo. Wprawdzie wolałam zacząć od "Ojca chrzestnego" albo "Rodziny Borgiów", jednak z powodu niedostępności tych powieści w bibliotece padło na "Śmierć frajerom".
Akcja książki rozgrywa się w świecie hazardu, filmu i miłości (jednak nie spodziewajcie się ckliwych scen i "dziubków" czy "misiaczków"). Poznajemy świat kasyn i Las Vegas od strony gracza i właściciela. Dowiadujemy się, jakimi prawami rządzi się hazard.
Później przechodzimy do reali filmu. Poznajemy stosunki panujące między twórcami. Widzimy, jak powstają prawdziwe i szmiry, oraz co trzeba zrobić, aby dostać rolę w jakimś filmie.
I w końcu miłość... Dowiadujemy się, że mężczyzna może naprawdę kochać jakąś kobietę, zdradzając ją z inną.
Początek czytało mi się bardzo ciężko - nie interesuję się hazardem, więc nie rozumiałam wielu sytuacji i ruchów. Akcja wciąga bardzo powoli, ale im bliżej końca, tym bardziej ciężko się od niej oderwać.
Ogromnym plusem powieści są dialogi. Były one niezwykle zabawne, błyskotliwe i celne. To one najbardziej zachwyciły mnie w tej książce.
Mam jednak też pewno zastrzeżenie. Niektóre postaci były do siebie bardzo podobne. Zabrakło mi różnorodności i bywały momenty, gdy myliłam niektóre osoby. Były one zbyt jaskrawe i czasem zbyt oczywiste.
A co do samego Puzo, to stylem pisania przypomina mi trochę Whartona.
Wydawnictwo Dolnośląskie, 569 stron.
* - Książka jest też znana pod tytułem "Głupcy umierają".
"Śmierć frajerom" jest moim pierwszym spotkaniem z Mario Puzo. Wprawdzie wolałam zacząć od "Ojca chrzestnego" albo "Rodziny Borgiów", jednak z powodu niedostępności tych powieści w bibliotece padło na "Śmierć frajerom".
Akcja książki rozgrywa się w świecie hazardu, filmu i miłości (jednak nie spodziewajcie się ckliwych scen i "dziubków" czy "misiaczków"). Poznajemy świat kasyn i Las Vegas od strony gracza i właściciela. Dowiadujemy się, jakimi prawami rządzi się hazard.
Później przechodzimy do reali filmu. Poznajemy stosunki panujące między twórcami. Widzimy, jak powstają prawdziwe i szmiry, oraz co trzeba zrobić, aby dostać rolę w jakimś filmie.
I w końcu miłość... Dowiadujemy się, że mężczyzna może naprawdę kochać jakąś kobietę, zdradzając ją z inną.
Początek czytało mi się bardzo ciężko - nie interesuję się hazardem, więc nie rozumiałam wielu sytuacji i ruchów. Akcja wciąga bardzo powoli, ale im bliżej końca, tym bardziej ciężko się od niej oderwać.
Ogromnym plusem powieści są dialogi. Były one niezwykle zabawne, błyskotliwe i celne. To one najbardziej zachwyciły mnie w tej książce.
Mam jednak też pewno zastrzeżenie. Niektóre postaci były do siebie bardzo podobne. Zabrakło mi różnorodności i bywały momenty, gdy myliłam niektóre osoby. Były one zbyt jaskrawe i czasem zbyt oczywiste.
A co do samego Puzo, to stylem pisania przypomina mi trochę Whartona.
Ocena: 4/6
21 marca 2011
"Opowieści z Narnii: Książę Kaspian" C. S. Lewis
Clive Staples Lewis "Opowieści z Narnii: Książę Kaspian" (1951) - literatura dziecięca/młodzieżowa, fantasy, powieść.
Wydawnictwo Media Rodzina, 220 stron.
"Książę Kaspian" to drugi tom cyklu "Opowieści z Narnii". W tej części Narnia znajduje się pod panowaniem króla Miraza. Władca niemal skutecznie stara się wytrzeć z pamięci poddanych starą Narnię, pełną żyjących ze sobą w zgodzie ludzi i zwierząt. Poddani egzystują w smutnym i pozbawionym fantazji kraju. Księciu Kaspianowi, bratankowi złego władcy, grozi śmiertelne niebezpieczeństwo - żona Miraza urodziła syna, a ojciec dziecka chce usunąć młodzieńca, by nie stanął na drodze do objęcia tronu przez pierworodnego. Kaspian dzięki przyjaciołom opuszcza zamek i wzywa na pomoc prawowitych Królów Narnii: Piotra, Zuzannę, Edmunda i Łucję. Niestety sama pomoc rodzeństwa nie wystarczy - potrzebny jest Aslan, który według wielu Narnijczyków nie żyje...
Książka ta jest bardziej dorosła i brutalna. Dobrze została ujęte zmiana wiekowa bohaterów: są bardziej rozsądni i mężni, a ich zachowanie niejednokrotnie wzbudza podziw. Ogromnie podoba mi się stosunek ludzi do zwierząt. Wszyscy są równo traktowani. Zwierzęta ujęto jako wspaniałych przyjaciół godnych zaufania. Wzbudziło to we mnie bardzo pozytywne uczucia.
I to właściwie jedyne zalety książki "Książę Kaspian".
Znów muszę się przyczepić do stylu pisania. Powieść jest napisana w sposób, który ja opisuję jako naiwny i infantylny. A może po prostu za późno sięgnęłam po tę książkę? Może powinnam ją przeczytać, będąc w podstawówce? Wszak Lewis we wprowadzeniu w pierwszym tomie napisał, że jest to bajka, która spodoba się dzieciom i osobom starszym . Ja nie zaliczam się do żadnej z tych grup... Ach, sama już nie wiem. Na pewno będę kontynuować czytanie "Opowieści z Narnii". Mam nadzieję, że czymś mnie jeszcze te książki zaskoczą.
Ocena: 4/6
Wydawnictwo Media Rodzina, 220 stron.
"Książę Kaspian" to drugi tom cyklu "Opowieści z Narnii". W tej części Narnia znajduje się pod panowaniem króla Miraza. Władca niemal skutecznie stara się wytrzeć z pamięci poddanych starą Narnię, pełną żyjących ze sobą w zgodzie ludzi i zwierząt. Poddani egzystują w smutnym i pozbawionym fantazji kraju. Księciu Kaspianowi, bratankowi złego władcy, grozi śmiertelne niebezpieczeństwo - żona Miraza urodziła syna, a ojciec dziecka chce usunąć młodzieńca, by nie stanął na drodze do objęcia tronu przez pierworodnego. Kaspian dzięki przyjaciołom opuszcza zamek i wzywa na pomoc prawowitych Królów Narnii: Piotra, Zuzannę, Edmunda i Łucję. Niestety sama pomoc rodzeństwa nie wystarczy - potrzebny jest Aslan, który według wielu Narnijczyków nie żyje...
Książka ta jest bardziej dorosła i brutalna. Dobrze została ujęte zmiana wiekowa bohaterów: są bardziej rozsądni i mężni, a ich zachowanie niejednokrotnie wzbudza podziw. Ogromnie podoba mi się stosunek ludzi do zwierząt. Wszyscy są równo traktowani. Zwierzęta ujęto jako wspaniałych przyjaciół godnych zaufania. Wzbudziło to we mnie bardzo pozytywne uczucia.
I to właściwie jedyne zalety książki "Książę Kaspian".
Znów muszę się przyczepić do stylu pisania. Powieść jest napisana w sposób, który ja opisuję jako naiwny i infantylny. A może po prostu za późno sięgnęłam po tę książkę? Może powinnam ją przeczytać, będąc w podstawówce? Wszak Lewis we wprowadzeniu w pierwszym tomie napisał, że jest to bajka, która spodoba się dzieciom i osobom starszym . Ja nie zaliczam się do żadnej z tych grup... Ach, sama już nie wiem. Na pewno będę kontynuować czytanie "Opowieści z Narnii". Mam nadzieję, że czymś mnie jeszcze te książki zaskoczą.
Ocena: 4/6
19 marca 2011
"Dziewczyna Mistrza Gry" K. Siesicka
Krystyna Siesicka "Dziewczyna Mistrza Gry" (1997) - powieść dziecięca/młodzieżowa.
Wydawnictwo Akapit Press, 144 strony.
Ostatnią książkę Krystyny Siesickiej przeczytałam około pięć lat temu. Nie wiem, skąd ta długa przerwa. "Opowieści rodzinne" i "Fotoplastykon" zachwyciły mnie i nabrałam ochotę na przeczytanie innych powieści Siesickiej. A mimo to, nie sięgnęłam po inne książki tejże Autorki. Jednak z perspektywy czasu pozytywnie oceniam to opóźnienie...
On (Kamil) - twardy, zafascynowany światem RPG (role-playing game). Ona (Mariana) - delikatna, zafascynowana tańcem. Pewnego dnia wkracza między nich tajemnicza Pia Gizela. Dziwne i budzące grozę wydarzenie nadają tej książce tajemniczy i wciągający charakter.
W "Dziewczynie Mistrza Gry" mieszają się dwa światy: ten realny i ten z gier RPG. W książce świetnie zostało ukazane przenikanie tych dwóch światów i wpływ jednego na drugi. Problemy i życie nastolatków miesza się ze światem fantazji. Wszystkiemu towarzyszy nastrój grozy i tajemniczości, a z każdą kolejną stroną apetyty rośnie.
Muszę jednak przyznać, że gry RPG nie są mi dobrze znane, więc na pewno nie pojęłam tej książki tak dobrze, jak zrobiły to osoby grające w te gry. Ale mimo to cieszę się, że teraz przeczytałam tę książkę, a nie te pięć lat temu. Wtedy pewnie bym jej nie pojęła tak jak dzisiaj. Aczkolwiek za następne pięć lat pewnie po raz drugi ją przeczytam ;-)
Warto dodać, że książka została wpisana na światową Honorową Listę IBBY
Ocena: 4/6
Wydawnictwo Akapit Press, 144 strony.
Ostatnią książkę Krystyny Siesickiej przeczytałam około pięć lat temu. Nie wiem, skąd ta długa przerwa. "Opowieści rodzinne" i "Fotoplastykon" zachwyciły mnie i nabrałam ochotę na przeczytanie innych powieści Siesickiej. A mimo to, nie sięgnęłam po inne książki tejże Autorki. Jednak z perspektywy czasu pozytywnie oceniam to opóźnienie...
On (Kamil) - twardy, zafascynowany światem RPG (role-playing game). Ona (Mariana) - delikatna, zafascynowana tańcem. Pewnego dnia wkracza między nich tajemnicza Pia Gizela. Dziwne i budzące grozę wydarzenie nadają tej książce tajemniczy i wciągający charakter.
W "Dziewczynie Mistrza Gry" mieszają się dwa światy: ten realny i ten z gier RPG. W książce świetnie zostało ukazane przenikanie tych dwóch światów i wpływ jednego na drugi. Problemy i życie nastolatków miesza się ze światem fantazji. Wszystkiemu towarzyszy nastrój grozy i tajemniczości, a z każdą kolejną stroną apetyty rośnie.
Muszę jednak przyznać, że gry RPG nie są mi dobrze znane, więc na pewno nie pojęłam tej książki tak dobrze, jak zrobiły to osoby grające w te gry. Ale mimo to cieszę się, że teraz przeczytałam tę książkę, a nie te pięć lat temu. Wtedy pewnie bym jej nie pojęła tak jak dzisiaj. Aczkolwiek za następne pięć lat pewnie po raz drugi ją przeczytam ;-)
Warto dodać, że książka została wpisana na światową Honorową Listę IBBY
Ocena: 4/6
16 marca 2011
Nie zapominam o bibliotece!
Z ostatniej wizyty w bibliotece nie jestem do końca zadowolona. Z 15 książek, które miałam na liście, były tylko 3.
Kilka powieści wzięłam w ciemno, mam nadzieję, że nie będę sobie tego wypominać...
1. Dean Koontz Maska - Mam nadzieję, że ta książka jest bardziej udana od poprzednich powieści Koontza, jakie miałam okazję przeczytać.
2. Mario Puzo Śmierć frajerom - Nazwisko znane, twórczość nie. Czas to nadrobić.
3. C. S. Lewis Opowieści z Narnii: Książę Kaspian - Czyli drugi tom Opowieści z Narnii
4. Ken Follet Klucz do Rebeki - Miałam ją na oku od kilku miesięcy. Na szczęście znalazłam ją w bibliotece.
5. - 7. Krystyna Siesicka: Dziewczyna Mistrza Gry, Czas Abrahama, Zapach rumianku - Dawno nie czytałam żadnej książki pani Siesickiej. Czas nadrobić zaległości.
"Zagadka Błękitnego Ekspresu" A. Christie
Agatha Christie "Zagadka Błękitnego Ekspresu" (1928) - powieść kryminalna.
Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 266 stron.
Katarzyna Grey, dama do towarzystwa, niespodziewanie otrzymuje w spadku ogromną fortunę. Postanawia "wejść do towarzystwa" i udać się na francuską Riwierę. Kupuje bilet na słynny "pociąg milionerów", Błękitny Ekspres. Podczas jednego z posiłków Katarzyna staje się powiernicą pewnej milionerki. Kobieta opowiada jej o swoich uczuciach i problemach. Kilkanaście godzin później w jednym z przedziałów odkryto ciało milionerki. Kobieta została uduszona i ktoś ukradł jej rubiny. Nagle Katarzyna Grey znajduje się w centrum wydarzeń. Herkules Poirot, słynny belgijski detektyw prosi ją o pomoc w rozwikłaniu zagadki. Katarzyna niestety nie zdaje sobie sprawy z tego, że w jej otoczeniu znajduje się morderca...
Po raz kolejny Królowa Kryminałów zaskoczyła mnie rozwiązaniem zagadki. Tym razem nie sprawdziłam się w roli detektywa. Moje podejrzenia kierowałam na zupełnie inną osobę. Byłam tym tak zaaferowana, że nie zwróciłam uwagi na poszlaki wskazujące na kogoś innego. Cóż, po raz kolejny muszę się pokłonić Agacie Christie :-)
Powieść oceniam jednak średnio. Czegoś mi w niej brakowało. Hastingsa, to na pewno... Ale czegoś jeszcze. Czegoś, czego nie potrafię zdefiniować.
Ale coś w tym moim odczuciu musi być. Sama Autorka nie przepadała za tą książką i żałowała, że ją wydano.
Mam nadzieję, że ekranizacja rozjaśni mi trochę umysł i pomoże uporządkować spostrzeżenia.
Ocena: 4/6
Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 266 stron.
Katarzyna Grey, dama do towarzystwa, niespodziewanie otrzymuje w spadku ogromną fortunę. Postanawia "wejść do towarzystwa" i udać się na francuską Riwierę. Kupuje bilet na słynny "pociąg milionerów", Błękitny Ekspres. Podczas jednego z posiłków Katarzyna staje się powiernicą pewnej milionerki. Kobieta opowiada jej o swoich uczuciach i problemach. Kilkanaście godzin później w jednym z przedziałów odkryto ciało milionerki. Kobieta została uduszona i ktoś ukradł jej rubiny. Nagle Katarzyna Grey znajduje się w centrum wydarzeń. Herkules Poirot, słynny belgijski detektyw prosi ją o pomoc w rozwikłaniu zagadki. Katarzyna niestety nie zdaje sobie sprawy z tego, że w jej otoczeniu znajduje się morderca...
Po raz kolejny Królowa Kryminałów zaskoczyła mnie rozwiązaniem zagadki. Tym razem nie sprawdziłam się w roli detektywa. Moje podejrzenia kierowałam na zupełnie inną osobę. Byłam tym tak zaaferowana, że nie zwróciłam uwagi na poszlaki wskazujące na kogoś innego. Cóż, po raz kolejny muszę się pokłonić Agacie Christie :-)
Powieść oceniam jednak średnio. Czegoś mi w niej brakowało. Hastingsa, to na pewno... Ale czegoś jeszcze. Czegoś, czego nie potrafię zdefiniować.
Ale coś w tym moim odczuciu musi być. Sama Autorka nie przepadała za tą książką i żałowała, że ją wydano.
Mam nadzieję, że ekranizacja rozjaśni mi trochę umysł i pomoże uporządkować spostrzeżenia.
Ocena: 4/6
14 marca 2011
"Bez śladu" H. Coben
Harlan Coben "Bez śladu" (1996) - powieść sensacyjno-kryminalna.
Wydawnictwo Albatros, 335 stron.
"Bez śladu" jest moim trzecim spotkaniem z panem Cobenem i Myronem Bolitarem. Pierwsza książka ("Obiecaj mi") ogromnie mi się spodobała i narobiła smaka na kolejne powieści Cobena. Potem był "Ostatni szczegół", który trochę mnie znudził i rozczarował, a Myron chyba obrał sobie za cel irytowanie mnie swoją osobą. W końcu nadeszła chwila na książkę "Bez śladu". Wcześniej mówiłam sobie, że po jakiekolwiek powieści z Myronem już więcej nie sięgnę. W tej chwili cofam moje słowa. Jeżeli chcecie się przekonać dlaczego, czytajcie dalej...
Greg Downing, gwiazda jednego z nowojorskich klubów koszykarskich, znika w tajemniczych okolicznościach. Władze drużyny zatrudniają na jego miejsce Myrona Bolitara - byłego koszykarza i parkietowego wroga zaginionego. Prezesi chcą, aby mężczyzna prowadził prywatne śledztwo wśród pozostałych graczy. Myron przyjmuje propozycje. Wkrótce jednak dowie się, że śledztwo zaprowadzi go do jego własnej przeszłości i odkryje to, czego nie chciałby wiedzieć...
Pod względem zagadki nie powala na łopatki. Momentami fabuła przypominała niskobudżetowy film sensacyjny produkcji amerykańskiej. Jednak niektóre zdarzenia w tej książce sprawiły, że zaczęłam inaczej patrzeć na Myrona. Nadal przypomina mi chłopaczka z przerośniętym ego, ale nabrałam do niego sympatii i odrobiny współczucia, a może i zrozumienia. W każdym razie jego notowania u mnie wzrosły.
Nie zmieniło się za to nic u Wina. Uwielbiam tego faceta i jego teksty niejednokrotnie powodowały u mnie wybuchy śmiechu. Gdyby nie on, moje oceny dotyczące książek o Myronie byłyby zdecydowanie niższe.
"Bez pożegniania" zaskoczyło mnie w pozytywnym znaczeniu. Z wielką chęcią przeczytam kolejną książkę opowiadającą o przygodach Myrona Bolitara.
Ocena wyda Wam się może niesprawiedliwa. Dla mnie jest ona absolutnie odpowiednia: Myron bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, a Win rozwalił na łopatki. A spodziewałam się czegoś gorszego.
Ocena: +4/6
10 marca 2011
"Pożegnanie z Afryką" K. Blixen
Karen Blixen "Pożegnanie z Afryką" (1937) - autobiografia, powieść.
Wydawnictwo Iskry, 259 stron.
"Pożegnanie z Afryką" zaczęłam czytać w grudniu, jednak z niewiadomych mi przyczyn, czytanie tej powieści było dla mnie dość męczące. Odłożyłam ją na półkę i kilka dni temu po raz drugi po nią sięgnęłam.
Na początku muszę jeszcze wspomnieć o odczuciach, jakie towarzyszyły mi przed przeczytaniem książki. Otóż sądziłam, że jest to historia pełna namiętności i miłości, a fabuła ma miejsce na Czarnym Lądzie. Nie, nie oglądałam ekranizacji.
Karen Blixen na początku XX wieku opuściła z mężem Danię i udała się do Kenii. Małżeństwo kupiło farmę i zajęło się uprawą kawy. Pobyt Karen Blixen w Afryce trwał około 20 lat. Prawie wszystkie te lat spędziła jako rozwódka, ponieważ jej mąż dopuszczał się do licznych zdrad. Jej talent literacki i niezwykły stosunek do Afryki i jej mieszkańców, uczynił z niej pisarkę światowej klasy. Największą sławę przyniosło jej właśnie "Pożegnanie z Afryką". Książka jest swego rodzaju wspomnieniami, które obejmują pobyt Blixen na Czarnym Lądzie. Dzięki tej niezwykłej pamiątce poznajemy bliżej rdzennych mieszkańców Afryki. Dowiadujemy się, jakie panują wśród nich zwyczaje i obrzędy, jaki mają stosunek wobec innych plemion i przybyszów zza morza. Poznajemy również afrykańską faunę i florę. Spoza tych wszystkich opisów przecieka do nas bardzo osobisty stosunek Blixen do kontynentu afrykańskiego. Kenię traktowała jako swój drugi dom, a Kenijczyków jak swoich rodaków. Mimo to nadal miała szacunek do Afrykanów, ich zasad, wierzeń i obyczajów. Za to została pokochana. I właśnie dzięki temu zyskała taki rozgłos.
Tę książkę mogę chyba polecić każdemu. Naprawdę warta jest przeczytania. Nie trzeba być miłośnikiem Afryki, jej mieszkańców i ich życia, by mogła ona przypaść do gustu. Z wielką chęcią będę sięgać po inne książki Karen Blixen.
Ocena: -5/6
Wydawnictwo Iskry, 259 stron.
"Pożegnanie z Afryką" zaczęłam czytać w grudniu, jednak z niewiadomych mi przyczyn, czytanie tej powieści było dla mnie dość męczące. Odłożyłam ją na półkę i kilka dni temu po raz drugi po nią sięgnęłam.
Na początku muszę jeszcze wspomnieć o odczuciach, jakie towarzyszyły mi przed przeczytaniem książki. Otóż sądziłam, że jest to historia pełna namiętności i miłości, a fabuła ma miejsce na Czarnym Lądzie. Nie, nie oglądałam ekranizacji.
Karen Blixen na początku XX wieku opuściła z mężem Danię i udała się do Kenii. Małżeństwo kupiło farmę i zajęło się uprawą kawy. Pobyt Karen Blixen w Afryce trwał około 20 lat. Prawie wszystkie te lat spędziła jako rozwódka, ponieważ jej mąż dopuszczał się do licznych zdrad. Jej talent literacki i niezwykły stosunek do Afryki i jej mieszkańców, uczynił z niej pisarkę światowej klasy. Największą sławę przyniosło jej właśnie "Pożegnanie z Afryką". Książka jest swego rodzaju wspomnieniami, które obejmują pobyt Blixen na Czarnym Lądzie. Dzięki tej niezwykłej pamiątce poznajemy bliżej rdzennych mieszkańców Afryki. Dowiadujemy się, jakie panują wśród nich zwyczaje i obrzędy, jaki mają stosunek wobec innych plemion i przybyszów zza morza. Poznajemy również afrykańską faunę i florę. Spoza tych wszystkich opisów przecieka do nas bardzo osobisty stosunek Blixen do kontynentu afrykańskiego. Kenię traktowała jako swój drugi dom, a Kenijczyków jak swoich rodaków. Mimo to nadal miała szacunek do Afrykanów, ich zasad, wierzeń i obyczajów. Za to została pokochana. I właśnie dzięki temu zyskała taki rozgłos.
Tę książkę mogę chyba polecić każdemu. Naprawdę warta jest przeczytania. Nie trzeba być miłośnikiem Afryki, jej mieszkańców i ich życia, by mogła ona przypaść do gustu. Z wielką chęcią będę sięgać po inne książki Karen Blixen.
Ocena: -5/6
Etykiety:
5/6,
Afryka,
autobiografia,
Iskry,
Karen Blixen,
literatura duńska,
powieść
5 marca 2011
"Klin" J. Chmielewska
Joanna Chmielewska "Klin" (1964) - powieść kryminalno-humorystyczna.
Wydawnictwo Kobra, 222 stron.
Byłam szalenie ciekawa "Klina". Bardzo interesowało mnie, jaki był debiut Joanny Chmielewskiej.
Joanna przypadkowo poznaje przez telefon pewnego mężczyznę. Kobieta jest zachwycona jego głosem. Niestety mężczyzna odmawia podania swej tożsamości, a jego zachowanie bywa tajemnicze i intrygujące. Joanna postanawia własnymi siłami odgadnąć personalia zagadkowego jegomościa, wplątując się tym samym w niezłą kabałę...
Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tą książką. Wprawdzie mniej w niej humoru, miejsce akcji jest bardzo wąskie, jednak kompletnie mi to nie zaszkodziło. Pod tymi względami "Klin" jest zdecydowanie inną książką pani Chmielewskiej. Ale tak jak w innych książkach Autorki mamy wciągającą ale nie zawiłą fabułę, zabawne dialogi (przez "Akcję Szkorbut" dostałam kolki ze śmiechu), fantastyczne postacie no i zagadkę, którą rozwiązujemy razem z Bohaterką. Czytało mi się ją szybko, łatwo i przyjemnie. Joanna, tak jak w pozostałych powieściach, zachwyca swoją osobą. Mam nadzieję, że w dorobku Autorki znajdzie się jeszcze jedna taka "inna" książka.
Mimo inności szalenie ta książka mi się spodobała. Nie mogę się doczekać obejrzenia ekranizacji tej powieści.
Ocena: -5/6
Wydawnictwo Kobra, 222 stron.
Byłam szalenie ciekawa "Klina". Bardzo interesowało mnie, jaki był debiut Joanny Chmielewskiej.
Joanna przypadkowo poznaje przez telefon pewnego mężczyznę. Kobieta jest zachwycona jego głosem. Niestety mężczyzna odmawia podania swej tożsamości, a jego zachowanie bywa tajemnicze i intrygujące. Joanna postanawia własnymi siłami odgadnąć personalia zagadkowego jegomościa, wplątując się tym samym w niezłą kabałę...
Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tą książką. Wprawdzie mniej w niej humoru, miejsce akcji jest bardzo wąskie, jednak kompletnie mi to nie zaszkodziło. Pod tymi względami "Klin" jest zdecydowanie inną książką pani Chmielewskiej. Ale tak jak w innych książkach Autorki mamy wciągającą ale nie zawiłą fabułę, zabawne dialogi (przez "Akcję Szkorbut" dostałam kolki ze śmiechu), fantastyczne postacie no i zagadkę, którą rozwiązujemy razem z Bohaterką. Czytało mi się ją szybko, łatwo i przyjemnie. Joanna, tak jak w pozostałych powieściach, zachwyca swoją osobą. Mam nadzieję, że w dorobku Autorki znajdzie się jeszcze jedna taka "inna" książka.
Mimo inności szalenie ta książka mi się spodobała. Nie mogę się doczekać obejrzenia ekranizacji tej powieści.
Ocena: -5/6
Etykiety:
5/6,
Joanna,
Joanna Chmielewska,
Kobra,
literatura kryminalna,
literatura polska,
powieść
1 marca 2011
Wyniki z lutowej ankiety
Wyniki z ostatniej ankiety są następujące:
Książką, która otrzymała najwięcej głosów i co za tym idzie - została książką stycznia - jest "Dziewczyna z pomarańczami" Josteina Gaaredera.
Odwiedzających zapraszam do wzięcia udziału w nowej ankiecie :-)
28 lutego 2011
"Harry Potter i Zakon Feniksa" J. K. Rowling
Joanne Kathleen Rowling "Harry Potter i Zakon Feniksa" (2003) - powieść dziecięca/młodzieżowa, fantasy.
Wydawnictwo Media Rodzina, 948 stron.
Piąta część przygód o Harrym Potterze jest zdecydowanie mroczniejsza od poprzednich tomów. Więcej w niej smutku, złych mocy i przykrych zdarzeń, niż radości. Bywały momenty gdy byłam bliska płaczu. I w tym momencie z tagów powinno zniknąć określenie "literatura dziecięca", jednak dla porządku wolę go zostawić.
Dowiadujemy się w niej również więcej informacji dotyczących rodziców Harry'ego. Coraz więcej tajemnic jest odkrywanych. Jak zwykle poznajemy nowych bohaterów. Tutaj muszę koniecznie napisać, że Loona Lovegood zawładnęła mną od pierwszego rozdziału, w którym się pojawiła. Przeurocza dziewczyna! Bardzo sympatyczna, zabawna i niezwykła.
Harry dorasta i dobrze zostało to przedstawione na kartach tej książki. Niestety muszę też wspomnieć o tym, że jego zachowanie było momentami bardzo irytujące. Jednak spycham to na fakt, że Harry dojrzewa. Jest mniej posłuszny, wyraża jasno swoje zdanie i bywa dość krnąbrny.
Jedna z tych rzeczy która miała miejsce w książce zwaliła mnie z nóg. Mimo, iż wiedziałam co nadejdzie, zdarzenie to mnie zasmuciło i trochę zszokowało. Po niej zastanawiam się, do czego Autorka jest jeszcze zdolna i z wielką obawą będę sięgać po kolejne tomy.
Niektóre wątki były niepotrzebnie ciągnięte i czasami nudne, ale nie zaważyło to za bardzo na ocenie. Nie mogę się doczekać szóstego tomu przygód młodego czarodzieja.
Ocena: 5/6
Wydawnictwo Media Rodzina, 948 stron.
Piąta część przygód o Harrym Potterze jest zdecydowanie mroczniejsza od poprzednich tomów. Więcej w niej smutku, złych mocy i przykrych zdarzeń, niż radości. Bywały momenty gdy byłam bliska płaczu. I w tym momencie z tagów powinno zniknąć określenie "literatura dziecięca", jednak dla porządku wolę go zostawić.
Dowiadujemy się w niej również więcej informacji dotyczących rodziców Harry'ego. Coraz więcej tajemnic jest odkrywanych. Jak zwykle poznajemy nowych bohaterów. Tutaj muszę koniecznie napisać, że Loona Lovegood zawładnęła mną od pierwszego rozdziału, w którym się pojawiła. Przeurocza dziewczyna! Bardzo sympatyczna, zabawna i niezwykła.
Harry dorasta i dobrze zostało to przedstawione na kartach tej książki. Niestety muszę też wspomnieć o tym, że jego zachowanie było momentami bardzo irytujące. Jednak spycham to na fakt, że Harry dojrzewa. Jest mniej posłuszny, wyraża jasno swoje zdanie i bywa dość krnąbrny.
Jedna z tych rzeczy która miała miejsce w książce zwaliła mnie z nóg. Mimo, iż wiedziałam co nadejdzie, zdarzenie to mnie zasmuciło i trochę zszokowało. Po niej zastanawiam się, do czego Autorka jest jeszcze zdolna i z wielką obawą będę sięgać po kolejne tomy.
Niektóre wątki były niepotrzebnie ciągnięte i czasami nudne, ale nie zaważyło to za bardzo na ocenie. Nie mogę się doczekać szóstego tomu przygód młodego czarodzieja.
Ocena: 5/6
25 lutego 2011
"Sprzedawca broni" H. Laurie
Hugh Laurie "Sprzedawca broni" (1996) - powieść sensacyjna.
Wydawnictwo W.A.B. 412 stron.
Hugh Laurie chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. No bo kto nie zna Gregory'ego House'a, złośliwego i niemiłego lekarza, bohatera serialu "Dr House"?
Thomas Lang, były żołnierz a obecny ochroniarz, dostaje propozycję zabicia pewnego Amerykanina. Mężczyzna nie przyjmuje zlecenia. Postanawia jednak ostrzec swego niedoszłego "klienta". Niestety w ten sposób wplątuje się w międzynarodową aferę szpiegowsko - wojskową...
Książka napisana jest bardzo zabawnym i ironicznym językiem. Przypomina on "Monty Pythona" i "Czarną Żmiję", czyli typowo angielski humor. Wielokrotnie podczas czytania tej powieści wybuchałam niekontrolowanym śmiechem. Błyskotliwe dialogi, zabawne monologi i celne opisy. "Sprzedawca broni" jest pełny nagłych zwrotów akcji i nie pozwala czytelnikowi aby się nudził. W pewnym momencie zastanowiłam się, czy w ogóle Autorowi wyczerpią się pomysły na rozwinięcie akcji i humor. Niestety moje przemyślenia okazały się słuszne. Po przeczytaniu pierwszej części Laurie nie miał chyba koncepcji na kontynuację - książka przestała śmieszyć, a zaczęła nużyć. Bywały też momenty gdy czytało mi się ją dość ciężko i brakowało mi cierpliwości. Trochę się rozczarowałam, bo pierwsza część była genialna i zapowiadała się na wspaniałą powieść.
Koniecznie muszę jeszcze wspomnieć o tym, co mnie w tej powieści zaskoczyło. Otóż Thomas Lang jest chyba młodszą kopią Gregory'ego House'a. Ten sam sposób wysławiania się i ogólnego sposobu bycia. Zupełnie automatycznie widziałam oczami wyobraźni, jaką minę mógł przybrać bohater w danym momencie. Jakby ktoś nie wiedział to powiem, że książka ta powstała na mniej-więcej 8 lat przed wyemitowaniem serialu.
"Sprzedawca broni" jako powieść humorystyczna była genialna. Pod względem literatury sensacyjnej było już trochę gorzej. Na pewno mnie nie porwała ani nie powaliła na łopatki. Szkoda, bo trochę na to liczyłam. W każdym razie mam nadzieję, że druga książka Laurie będzie lepsza (o ile w ogóle się pojawi)...
Ocena: +4/6
Wydawnictwo W.A.B. 412 stron.
Hugh Laurie chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. No bo kto nie zna Gregory'ego House'a, złośliwego i niemiłego lekarza, bohatera serialu "Dr House"?
Thomas Lang, były żołnierz a obecny ochroniarz, dostaje propozycję zabicia pewnego Amerykanina. Mężczyzna nie przyjmuje zlecenia. Postanawia jednak ostrzec swego niedoszłego "klienta". Niestety w ten sposób wplątuje się w międzynarodową aferę szpiegowsko - wojskową...
Książka napisana jest bardzo zabawnym i ironicznym językiem. Przypomina on "Monty Pythona" i "Czarną Żmiję", czyli typowo angielski humor. Wielokrotnie podczas czytania tej powieści wybuchałam niekontrolowanym śmiechem. Błyskotliwe dialogi, zabawne monologi i celne opisy. "Sprzedawca broni" jest pełny nagłych zwrotów akcji i nie pozwala czytelnikowi aby się nudził. W pewnym momencie zastanowiłam się, czy w ogóle Autorowi wyczerpią się pomysły na rozwinięcie akcji i humor. Niestety moje przemyślenia okazały się słuszne. Po przeczytaniu pierwszej części Laurie nie miał chyba koncepcji na kontynuację - książka przestała śmieszyć, a zaczęła nużyć. Bywały też momenty gdy czytało mi się ją dość ciężko i brakowało mi cierpliwości. Trochę się rozczarowałam, bo pierwsza część była genialna i zapowiadała się na wspaniałą powieść.
Koniecznie muszę jeszcze wspomnieć o tym, co mnie w tej powieści zaskoczyło. Otóż Thomas Lang jest chyba młodszą kopią Gregory'ego House'a. Ten sam sposób wysławiania się i ogólnego sposobu bycia. Zupełnie automatycznie widziałam oczami wyobraźni, jaką minę mógł przybrać bohater w danym momencie. Jakby ktoś nie wiedział to powiem, że książka ta powstała na mniej-więcej 8 lat przed wyemitowaniem serialu.
"Sprzedawca broni" jako powieść humorystyczna była genialna. Pod względem literatury sensacyjnej było już trochę gorzej. Na pewno mnie nie porwała ani nie powaliła na łopatki. Szkoda, bo trochę na to liczyłam. W każdym razie mam nadzieję, że druga książka Laurie będzie lepsza (o ile w ogóle się pojawi)...
Ocena: +4/6
Etykiety:
4/6,
Hugh Laurie,
literatura angielska,
literatura sensacyjna,
powieść,
W.A.B.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

