Emily Brontë "Wichrowe Wzgórza" (1847) - powieść klasyczna.
Wydawnictwo Oxford Educational, 335 stron.
Powieść "Wichrowe Wzgórza" z samej nazwy była mi od dawna znana (m.in. w utworze Kate Bush Wuthering Heights). W związku z tym miałam względem niej ogromne wymagania. Z wielką trwogą zastanawiałam się, czy nie przesadziłam z tymi wymogami. Przeczytanie powieści przez cały czas odkładałam, bojąc się rozczarowania. Przedwczoraj powiedziałam sobie "Stop!" i sięgnęłam po jedyną powieść Emily Brontë. Muszę napisać, iż przez cały czas zastanawiałam się, czy to ta chwila, ten moment... Ale jak nie teraz, to kiedy? Otworzyłam książkę na pierwszej stronie i zaczęłam czytać...
Powieść koncentruje się na miłości tajemniczego i brutalnego Heathcliffa oraz zadziornej i uroczej Katarzyny. Tytułowe Wichrowe Wzgórza to posiadłość rodziny Earnshaw, do której należy główna bohaterka. Z powodów ciężkiego charakterów kochanków i przeciwności losu nie mogą ze sobą być. Koleje losu rozdzielają ich, jednak ich miłość nie wygasa. Miłość, która jest pełna namiętności oraz pasji, niemożliwa do przerwania.
Muszę przyznać, iż dopiero po przeczytaniu i przetrawieniu doceniam wartość i geniusz tej książki. A przecież spodziewałam się czegoś zupełnie innego! Wszak "Wichrowe Wzgórza" dalekie są od słodyczy i całusów. Fabuła jest mroczna, czasem szalenie przykra, brutalna i niesprawiedliwa. Postacie niejednokrotnie wzbudzały we mnie wściekłość czy oburzenie. Książka porywa. Nie dziwię się, że weszła na stałe do kanonu klasyki. Jest warta przeczytania. Po prostu.
Ocena: -6/6
A jako bonus do posta - piosenka Kate Bush inspirowana "Wichrowymi Wzgórzami". Tak naprawdę dopiero teraz, po przeczytaniu książki, rozumiem sens tego utworu. Jest genialny.
Czas teraz obejrzeć ekranizację...