Cześć

Z przyczyn osobistych zawieszam bloga. Nie wiem kiedy wrócę. O ile kiedykolwiek do tego dojdzie. Na pewno nie zrezygnuję z podczytywania Waszych blogów.
Ten rok był naprawdę fantastyczny. Poznałam dzięki Wam masę różnych pisarzy, sięgnęłam po książki, które wcześniej nie wydawały mi się interesujące...
Ciężko mi było podjąć tę decyzję, ale nie zawsze robi się w życiu tylko to, na co ma się ochotę.

Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za te 12 miesięcy.
Penny Lane.

27 października 2010

C. Ahern "P.S. Kocham Cię"





Autor: Cecelia Ahern
Tytuł oryginalny: PS, I love you
Język oryginalny: angielski 
Tłumacz: Monika Wiśniewska
Kategoria: literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2004
Rok pierwszego wydania polskiego: 2005
Wydawnictwo: Świat Książki
Stron: 455 
Ocena: -3/6
  
  
  




  
Z okładki: 

"Życie Holly i Gerry’ego było idealne – szczęśliwe małżeństwo, dom w Dublinie, oddani przyjaciele, wspaniała rodzina. Mieli świat u swych stóp. Tak przynajmniej sądzili. Dlatego gdy Gerry niespodziewanie umiera, życie Holly rozpada się na kawałki. I oto ukazuje się, że jej dowcipny mąż zostawił dziesięć listów, a w nich dziesięć poleceń, które Holly musi wykonać. Z pomocą zwariowanych przyjaciół i kochającej, choć nieco ekscentrycznej rodzinki Holly przekonuje się, że los szykuje dla niej wiele niespodzianek...

[Świat Książki, Warszawa 2005]" 

 

Szum wokół tej książki i jej obecność w kinie, telewizji czy gazecie zaciekawiła mnie i zmusiła zarazem do zakupienia jej.

Gdy słyszę same zachwyty nad jakąś książką zazwyczaj podchodzę do niej z dużym dystansem i nie nastawiam się na odnalezienie w niej sensu życia.

"P.S. Kocham Cię" opowiada o miłości i radzeniu sobie ze śmiercią ukochanej osoby. Pod tym względem podobna jest do książki "Aniołek" Beaty Pawlak, którą niedawno czytałam. "Aniołek" jest niezwykle smutny i ta melancholia towarzyszyła mi na długo po przeczytaniu książki. Ale wracając do lektury Cecelii Ahern to jestem zmuszona stwierdzić, że ta książka do końca do mnie nie trafiła. Holly (główna bohaterka) nie wydawała mi się zbyt wiarygodna. Nie rozumiałam też za bardzo czasem jej sposobu postępowania i toku myślenia. Mimo wszystko spodziewałam się bardziej refleksyjnej książki. To znaczy owszem, znajdowały się w tej książce różne refleksje, ale nie wydają się dla mnie zbyt prawdziwe. W ogóle nie wzięłam tej książki na poważnie. Przez cały czas traktowałam ją dość niepoważnie i nie potrafiłam jakoś się przemóc. Nie śmiałam się ani nie płakałam podczas czytania. Uważam również że niektóre sytuacje i zbiegi okoliczności były zbyt nieprawdopodobne, by mogły wydarzyć się w prawdziwym życiu. Ale z drugiej strony wiem, że książki tego typu po prostu tak mają.

Uważam także, że humor zawarty w tej powieści jest mocno naciągany i czasami wręcz żałosny, jakby próbowano rozśmieszyć czytelnika na siłę. No cóż, mnie się nie udało rozbawić. Niektóre sytuacje miały wyjść niezwykle zabawnie i śmiesznie. Gdy opisywano, jak grupa ludzi śmiała się z zabawnego (wg autorki, rzecz jasna) zachowania bohaterki, mnie przebiegała przez głowę myśl "Co za idiotka".

Nie chciałabym mieć takich przyjaciółek jak Holly. Niby były z nią na dobre i na złe, niby ją wspierały, ale mimo wszystko wydawały mi się bardzo fałszywe i niemiłe.


Reasumując - książka jest średnia, nudna, mimo wszystko spodziewałam się czegoś lepszego i według mnie nie ma większych wartości.
  

Ocena: -3/6  

5 komentarzy:

sabinka.t1 pisze...

o kurcze :( kupiłam i czeka na przeczytanie , ale ostatnio mam dość nudnej lektury :(

Paula pisze...

Zgadzam się z twoją opinią... Książka taka sobie, ale film jeszcze gorszy, w połowie niezgodny z książką i przesadzony:/ Książka to takie typowe amerykańskie czytadło moim zdaniem:)

Futbolowa pisze...

Moim zdaniem film znacznie przebija książkę, która baaardzo mnie rozczarowała.

Karaluszysko pisze...

Hm, no to w takim razie muszę obejrzeć film.

Katarzyna pisze...

A mi się książka trochę bardziej podobała ;). Ale może to głównie, że przeczytana na początku wakacji i nie potrzeba mi było zbyt dużo po sesji - była ona idealna na odmóżdżenie.
Film natomiast dla mnie to totalna porażka. Chyba jedynie imiona w tym filmie się zgadzały z tym co było w książce...